sobota, 10 grudnia 2016

Pierze darły i śpiewały


Kto by pomyślał, że w niedalekiej odległości od Opola będzie można jeszcze trafić na darcie pierza, że w ogóle w naszym regionie coś takiego jeszcze ma miejsce. A jednak! Co prawda, nie w wiejskiej izbie, a w szkole. Kilkanaście kobiet z Dębskiej Kuźni, przeważnie starszych, już od kilku lat zbiera się w szkole by... uczyć te młodsze oraz dziewczynki darcia pierza oraz pokazać im co się wokół darcia się odbywało. Chodzi o to by przekazywać część swojego dziedzictwa kulturowego młodszemu pokoleniu. Jedna z kobiet trzyma jeszcze gęsi, więc praca wykonana na spotkaniu rzeczywiście jest potrzebna.
"Nie zapłacona praca" - takie określenie padło kilkakrotnie. Mimo, że kończy się ona podziękowaniami i poczęstunkiem, kiedyś połączonym z zabawą i tańcami a zwaną "fejderbalem", darcie pierza uznawane jest za czynność mozolną i bardzo pracochłonną. Rozdrabnianie pozyskanego od gęsi, czasem kaczek pierza koniczne było do uzyskanie puszystego wypełnienia poduszek, jaśków i oczywiście pierzyn. Przy rozmowach można było skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością - miasto przyjechało na zaproszenie wsi. W ciągu kilku godzin nie udało się kilkunastu kobietom podrzeć całego pierza z 8 gęsi. Poza tym trzeba było wygospodarować czas na coś równie ważnego, jak sama praca - na podziękowanie za nią. No i jak to przy spotkaniu, nie mogło się obyć bez opowieści i śpiewania z udziałem "Gryfnych Dziouszek" z akompaniamentem Józefa Raudzisa, pań Anny Smolczyk i Marii Mika oraz "Niezłych Ziółek". Świat się zmienia, życie się zmienia, tradycja się zmienia i muzyka również. Pewnie zawsze starsi ludzie wspominając mawiali, że kiedyś to było, śpiewało się, żyło inaczej.  Jedno się nie zmieniło: pierze samo się nie podrze i warto wykorzystać ten fakt, aby się spotkać.


"Gryfne Dziouszki"

Gospodynie z Dębskiej Kuźni darły pierze, opowiadały śmieszne historie i śpiewały

Maria Mika i Anna Smolczyk, śpiewaczki z Dębskiej Kuźni


"Niezłe Ziółka" też darły




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz